Publikacja:
02.05.2025, 09:17
Ostatnia modyfikacja:
07.07.2025, 17:03
Temat:
Alimenty
Niealimentacja, czyli uchylanie spod alimentów, jest w Polsce przestępstwem ściąganym na podstawie art. 209 Kodeksu karnego. Rzeczywistość jest jednak znacznie bardziej skomplikowana, a dobro dziecka umyka zbyt szybko wśród faktur oraz sądowych procedur.
Zgodnie z art. 128 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, alimenty to obowiązek dostarczania środków utrzymania i wychowania. Alimenty nie muszą być wypłacone w pieniądzu, gdyż można wypełnić obowiązek alimentacyjny w inny sposób. Staraniem o wychowanie, zdrowie, rozwój fizyczny i umysłowy, czyli codzienną opieką i wychowaniem.
Alimenty na dziecko nabierają szczególnego znaczenia po rozwodzie rodziców. Powinny obciążać każdego z rodziców z zachowaniem zasady równości. Wedle Konstytucji RP, kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym1. Równe prawo w życiu rodzinnym oznacza między innymi prawo do żądania zaspokojenia potrzeb dzieci w równym stopniu przez każdego z rodziców.
Wedle Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wysokość alimentów zależeć będzie zawsze od:
1) usprawiedliwionych potrzeb osoby uprawnionej oraz
2) możliwości zarobkowych i majątkowych zobowiązanego.
Do tego polski system prawa oparty jest o tzw. zasadę równej stopy życiowej rodziców i dzieci. Poziom życia dzieci powinien odpowiadać poziomowi życia rodziców.
W praktyce sądów, które wobec braku porozumienia między rodzicami, rozstrzygają o wysokości alimentów, odnajdujemy ogrom orzeczeń, które starają się te zasady odnieść do indywidualnych sytuacji oddanych sądom pod rozwagę. Dla dzieci oznacza to wielomiesięczne oczekiwanie, czasem nawet kilkuletnie (sic!), na wyrok sądu.
Rzeczypospolita Polska nie troszczy się o to, czy w okresie oczekiwania na rozstrzygnięcie sądowe, oczekujące na alimenty dzieci mają co jeść, w co się ubrać i za co leczyć. Tak, wiem. Można (i trzeba) żądać zabezpieczenia roszczeń (co samo w sobie nie daje gwarancji, że rodzic alimenty zapłaci). Zabezpieczenie wymaga już wiedzy prawniczej, przygotowania i poczynienia pewnych zabiegów, aby było skuteczne i dawało realną szansę na pozyskanie kwot na utrzymanie.
Pojawia się pierwsze pytanie. Dlaczego najjaśniejsza Rzeczypospolita Polska nie wprowadziła choćby obowiązku zabezpieczenia z urzędu potrzeb dzieci tzw. alimentami natychmiastowymi? Zabezpieczenia słusznych przecież roszczeń dzieci o zapewnienie środków utrzymania nie jest pomysłem kontrowersyjnym i nie wymaga nadzwyczajnych środków i metod. Ile bowiem trudu wymaga przyjęcie zasady, że sąd z urzędu orzeka o zabezpieczeniu alimentów w kwocie minimalnej, odpowiadającej przynajmniej kwocie należnej z Funduszu Alimentacyjnego, w każdym wypadku, gdy złożono pozew o alimenty na rzecz małoletnich. Wystarczyłby jeden dobrze skonstruowany przepis w całym morzu uchwalanych stale ustaw. To nie musi być nawet cała ustawa. Hasło „alimenty to nie prezenty” było swego czasu bardzo nośne i wykorzystywane politycznie. Nie przełożyło się to wszakże na codzienne życie uprawnionych do alimentów, a chyba tylko na kapitał politycznych niektórych potencjalnych wówczas parlamentarzystów.
Przyglądając się praktyce sądowej, trudno nie odnieść wrażenia, że pojęcie „usprawiedliwione potrzeby dziecka” nastręcza orzekającym sędziom sporo problemów. Zapewnienie żywienia, odzieży i mieszkania. Ta triada potrzeb wydaje się oczywista, nienaruszalna. Jednak jakie to będzie żywienie, ubranie, mieszkanie, takie oczywiste już nie jest. Do tego stopnia, że zdarza się polskim sądom kosztów mieszkania nie uznać za usprawiedliwione potrzeby dziecka. Trudno to pojąć. A idzie tylko o to, czy ustalenie pewnego wzorca, optymalnego (czy choćby minimalnego) poziomu utrzymania dziecka, jest niemożliwym do zrealizowania postulatem. Czy to marzenie, które nie może się spełnić w Polsce w XXI wieku? Czy to oczekiwanie, które przerasta możliwości polskiego parlamentu?
Czy w XXI w. nie można wypracować i przyjąć pewnego standardu i poziomu alimentacji, który niezależnie od pochodzenia, statusu materialnego rodziny, zagwarantuje dziecku optymalny poziom utrzymania, dający szanse na jego rozwój? Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich dzieci chowanie. Należy zagwarantować takie warunki bytowo-socjalne każdemu dziecku, aby mogło się rozwijać i ustalić, że alimenty nie mogą zejść poniżej określonego progu.
Uwłaczająca dla rodzica dochodzącego alimentów jest konieczność dowodzenia kosztów żywienia, odzieży czy zamieszkania. Tak, jest to uwłaczające. Wymagane są faktury, wyciągi z rachunków bankowych, zarobki, stan majątkowy i rodzinny rodzica dochodzącego alimentów i tego do alimentów zobowiązanego. Konieczność dowodzenia okoliczności oczywistych jest absurdalna. Przyjęcie pewnego ustawowego minimum zwolniłoby rodzica czy opiekuna dochodzącego alimentów z obowiązków dowodowych i znacząco usprawniło i uprościło całą procedurę. Tylko ten rodzic, czy opiekun, który żądałby zasądzenia wyższych alimentów, byłby obowiązany przedstawić argumenty i dowody za tym przemawiające. Niemniej, pewien minimalny poziom kosztów utrzymania dziecka, znajdujący oparcie w określonym optimum, winien zostać przyjęty.
Obecnie, swobodna ocena dowodów skutkuje niejednokrotnie sytuacjami, w których dobro dziecka umyka, a rodzic dochodzący świadczeń alimentacjach staje się odpowiedzialnym za zaspokojenie wszelkich nie uznanych przez sąd kosztów, chociażby stanowiły o bycie podstawowym.
Z orzecznictwa sądów wynika, że koszty mieszkania i opłaty za media nie są wcale oczywistym elementem kosztów utrzymania dziecka. Wydaje się to niemożliwe, trudne do zrozumienia, a jednak tak właśnie jest. Nie tracę z pola widzenia faktu, że sądy orzekają w stanach faktycznych indywidualnych, lecz nie znam takiego stanu, w którym dziecku nie należy zagwarantować dostępu do mieszkania z bieżącą wodą, ogrzewaniem, energią elektryczną, łazienką i kuchnią. Dzieci powinny także – co do zasady – spać samodzielnie i mieć jakąś przestrzeń, w której będą mogły żyć i się rozwijać. Więźniom w Rzeczypospolitej Polskiej gwarantuje się nie mniej niż 3m2 powierzchni. Dzieci takiej gwarancji nie mają. To szokujące być może zestawienie, ale mimo tylu lat doświadczenia zawodowego i życiowego, nie mogę wyjść z podziwu dla argumentacji sądów, jaka pojawia się przy tego rodzaju okazjach. I nie mogę też przejść obojętnie wobec faktu, iż ustawa w Polsce gwarantuje więźniowi określoną powierzchnię, stawkę żywieniową oraz warunki bytowo – socjalne np. miejsce do spania odrębne dla każdego więźnia. A w przypadku dziecka wydatek na łóżko poniesiony wraz z jego rozwojem jest tzw. wydatkiem jednorazowym, którego alimenty nie obejmują (sic). Tak, naprawdę. Napiszę jeszcze o tym. Jest cała lista takich wydatków. Dzieci nie mają gwarancji ustawowej wskazanej w katalogu potrzeb koniecznych do zaspokojenia (jak więźniowie), co im się należy. Dziecko nie pozwie zatem państwa polskiego za to, że nie miało własnego łóżka, ale więzień dokładnie za to samo może państwo polskie pozwać. I wygra.
Wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 23 marca 2016 r., sygn. akt I ACa 1755/15 (nie jest to wyjątek): „Brak podstaw do wliczania do obowiązku alimentacyjnego kosztów mieszkania i jego utrzymania. W kwocie alimentów należy uwzględnić niejako ryczałtowo koszty zużycia wody, prądu, gazu do gotowania i ogrzania wody użytkowej dla dzieci. Jednak koszt utrzymania i ogrzania mieszkania obciąża rodzica któremu powierzono wykonywanie władzy rodzicielskiej i zobowiązany jest zapewnić dla siebie takie mieszkanie, które umożliwia pobyt z nim dzieci. Stany faktyczne mogą pogląd ten modyfikować.” (podkr. własne). Zapewnienie dziecku mieszkania wraz z koniecznymi mediami, wyposażeniem niezbędnym do życia i rozwoju, jest obowiązkiem obojga rodziców. Argumentacja, że rodzic, z którym dziecko zamieszkuje i tak musi zapewnić sobie mieszkanie, więc koszty te by poniósł (często przytaczana przez sądy), też nie wytrzymuje krytyki. Być może rodzic ten mógłby zamieszkać na stancji, albo w kawalerce, lecz z dziećmi, nie jest to możliwe, a przynajmniej nie jest pożądane. Nie wspomnę o ilości zużytej wody, energii elektrycznej i cieplnej, ścieków, śmieci itd. Oddając sprawiedliwość sądom, trzeba zaznaczyć, że większość sądów przyjmuje takie koszty jako usprawiedliwione. Wstydem jest to, że kwestia ta bywa sporna. Nie chodzi o zapewnienie pałacu dziecku, ale ogrzewane mieszkanie nie należy do zbytków.
Żywienie. Poradniki, wytyczne, zalecenia lekarzy i dietetyków, wskazują jak powinna wyglądać prawidłowa dieta dziecka. Nie można tracić z pola widzenia różnorodności społeczno-ekonomicznej społeczeństwa, niemniej głęboko wierzę, że jesteśmy w stanie policzyć, ile przeciętnie kosztuje średniomiesięcznie wyżywienia dziecka w określonym wieku, w przeciętnej rodzinie, na poziomie zapewniającym mu optymalne do wieku i rozwoju żywienia. I taką kwotę przyjąć za punkt wyjścia do dalszych ustaleń. Prawidłowo zbilansowana dieta dziecka nie wymyka się spod możliwości jej skomponowania i wyceny. Nie oczekuję tego od sądów, a od ustawodawcy, który winien wprowadzić minimalny poziom kosztów utrzymania, którego obniżenie nie byłoby dopuszczalne.
Niezwykle irytujące i upadlające jest relatywizowanie tego rodzaju kosztów w zależności od statusu ekonomicznego rodziny, co jest na porządku dziennym. Im biedniejsza rodzina, tym te koszty przyjmowane są w niższych kwotach. Nie spotkałam się jednak, aby cena chleba była zależna od dochodu rodziny. Usprawiedliwione potrzeby żywieniowe dziecka mogą rosnąć wraz ze statusem materialnym rodziny, ale nie mogą maleć poniżej określonego minimum tylko z tego względu, że rodzice nie należą do majętnych. Dopiero drugie kryterium ustalenia alimentów (o czym będzie jeszcze mowa) może wprowadzać element relatywizmu. Jednak pewne koszty zawsze trzeba ponieść, aby wyżywić dzieci na właściwym poziomie. Alimenty nie mogą zakładać życia w nędzy, czy poniżej poziomu socjalnego.
Ostatnim elementem triady pozostaje odzież i związane z tym koszty. Także w tym obszarze możliwe jest ustalenie pewnego minimum potrzeb i wyznaczenie jego wartości w pieniądzu. Z zażenowaniem czytam niekiedy, że rodzic może kupować rzeczy używane, dokonywać przeróbek, korzystać z odzieży po starszym rodzeństwie. Nie podważam takich praktyk, a nawet uznaję je za właściwe. Jednakże usprawiedliwioną potrzebą każdego dziecka jest własna bielizna osobista, nieużywane obuwie czy środki na czyszczenie odzieży. Przeróbki krawieckie również kosztują. Spuśćmy zatem na taką argumentację zasłonę milczenia.
Dla każdego koszty utrzymania dziecka będą zamykały się inną kwotą. Zgadzam się. Żywię jednak nadzieję, że podstawowy byt każdego dziecka w Polsce można wyrazić kwotą minimalnych ustawowych alimentów. Możliwe jest obliczenie kosztów utrzymania dziecka w Polsce na tyle, aby przyjąć optymalny poziom kosztów utrzymania i ustalić w odniesieniu do niego wysokość alimentów minimalnych, należnych każdemu dziecku natychmiast, od pierwszego dnia, gdy stało się to konieczne. Marzę o tym, aby takie wyroki, jak ten Sądu Apelacyjnego w Krakowie, zostały wyeliminowane na przyszłość z rzeczywistości i życia dzieci oraz ich rodziców. Rodzic zajmujący się dzieckiem nie może być „karany”. Władza sądownicza nie powinna wystawiać na próbę tego rodzaju, jak uczynił to przywołany wyrok, swojego wizerunku i autorytetu. To nie przystoi Wysokiemu Sądowi, gdyż „Apud bonum iudicem argumenta plus quam testes valent”, co oznacza ni mniej ni więcej, że: „Dobry sędzia przywiązuje większą wagę do argumentów niż do zeznań świadków”.
Ciąg dalszy nastąpi…
1 KONSTYTUCJA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ z dnia 2 kwietnia 1997 r., art. 33 ust. 1.
