Ochrona zdrowia i profilaktyka zdrowotna to prawo dziecka

Temat:

Prawa dziecka

Artykuł ten wzbudzi zapewne sporo emocji, szczególnie u tych osób, które poglądy o prymacie medycyny alternatywnej nad konwencjonalną łączą z prawem rodzica do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami oraz z przekonaniem o nieograniczonym zakresie władzy rodzicielskiej.

Proponuję jednak spojrzeć na zdrowie dziecka i jego profilaktykę zdrowotną przez pryzmat prawa osobistego i dobra dziecka. Co to oznacza według mnie? Uważam, że dziecko to taki sam człowiek, jak każdy inny, tyle że mniejszy. To moja dewiza życiowa, którą próbowałam wcielić w życie wychowując syna. Ma ona bezpośredni wpływ na moje poglądy, ale też wpisuje się w system prawny.

Mówiąc o zdrowiu i profilaktyce zdrowotnej dziecka,
mówimy o prawa i dobrach osobistych tego dziecka.
Nie o prawach rodzica, czy opiekuna.

Z tego wywodzę pierwszy skutek. Nie jest istotne, co osobiście uważa rodzic czy opiekun, jakie ma poglądy na zdrowie, leczenie i jakie ma w tym zakresie cele. Wiem, wiem. Już słyszę ten krzyk, że to bluźnierstwo, że odbieram rodzicom ich prawa, że chcę zastąpić ich przez system itd… Ale chwileczkę. Mieliśmy mówić o zdrowiu dziecka, jego prawach i dobrach. Kto jest podmiotem naszych rozważań? Dziecko, czy rodzic? Nie rozumiem i nie aprobuję sytuacji, w której w miejsce małoletniego dziecka jako podmiotu prawa do zdrowia, wstawiany jest rodzic z jego władzą rodzicielską i poglądami i jego prawami. Interesować nas powinno wszak dobro dziecka, które podobno dla każdego jest nadrzędnym nakazem, klauzulą generalną wprowadzoną przez ustawodawcę, nieprzekraczalną granicą, wręcz świętością.

A co do rodziców. Zasadniczym kryterium, według
którego rozstrzyga się o treści oraz wykonywaniu
władzy rodzicielskiej, jest dobro dziecka.
Podstawową funkcją władzy rodzicielskiej
jest funkcja ochronna.

Zdaję sobie sprawę z tego, że dziecko nie może podejmować określonych decyzji z uwagi na brak wiedzy i wystarczającego rozeznania życiowego. Od tego są rodzice i opiekunowie. Ci zaś powinni pamiętać o tym, że:

  1. decydują o dziecku, nie o sobie, i najważniejsze jest dobro dziecka, nie ich przekonania;
  2. jeżeli nie są specjalistą w jakiejś dziedzinie, to winni słuchać specjalistów, gdyż nie tylko dziecko, ale i oni nie mają wystarczającej wiedzy;
  3. w zakresie zdrowia i profilaktyki zdrowotnej wykonują tylko tymczasową opiekę nad dzieckiem, a nie władzę rodzicielską (władza versus opieka będzie jeszcze przedmiotem rozważań).

Przyjrzyjmy się zatem w pierwszej kolejności prawom dziecka, jego dobrom osobistym i jego podmiotowości prawnej w kontekście ochrony zdrowia i profilaktyki zdrowotnej.

Dzieci są podmiotem prawa, z przydaną każdemu człowiekowi wolnością i niezbywalną godnością. Każdy człowiek od chwili urodzenia ma zdolność prawną [1]  (jest podmiotem praw i obowiązków), która to zdolność jest nieograniczona, równa i niepodzielna. Nasz system prawa opiera się nadto na ochronie dóbr osobistych (niezbywalnych praw człowieka), do których zaliczamy między innymi zdrowie.[2] Także konwencje międzynarodowe, których Polska jest stroną i nasza Konstytucja, nie pozostawiają wątpliwości, co do ochrony praw dziecka, w tym prawa do życia i zdrowia. Wedle Konwencji ONZ o prawach dziecka [3], sprawą nadrzędną jest zabezpieczenie interesów dziecka, a państwa uznają prawo dziecka do życia, jak i prawo do najwyższego poziomu zdrowia i udogodnień w zakresie leczenia chorób oraz rehabilitacji zdrowotnej oraz dążą do zapewnienia, aby żadne dziecko nie było pozbawione prawa dostępu do tego rodzaju opieki zdrowotnej. Państwa zobowiązują się m.in. do zwalczania chorób, niedożywienia, zapewniania opieki zdrowotnej i rozwoju profilaktycznej opieki zdrowotnej. Konstytucja RP[4] stanowi w art. 68 ust. 1, że każdy ma prawo do ochrony zdrowia, w art. 32 mówi, że wszyscy są wobec prawa równi i mają prawo do równego traktowania, a w art. 38 stanowi, że Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę zdrowia. Zwróćmy uwagę, że żaden z tych przepisów nie dotyczy tylko dorosłych, czy tylko dzieci. Obejmuje każdego. Niemniej, Konstytucja RP podkreśla szczególną ochronę zdrowia dzieci w art. 68 ust. 3 stanowiąc, co następuje: „Władze publiczne są obowiązane do zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej dzieciom, kobietom ciężarnym, osobom niepełnosprawnym i osobom w podeszłym wieku.” Nadto w ust. 4 i 5 czytamy: „Władze publiczne są obowiązane do zwalczania chorób epidemicznych i zapobiegania negatywnym dla zdrowia skutkom degradacji środowiska. 5. Władze publiczne popierają rozwój kultury fizycznej, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży.”

Powyższe przepisy nie budzą wątpliwości i są powszechnie akceptowane. Wynika z nich, że dziecko ma takie sama prawa jak jego rodzice czy opiekunowie. Nie stoi niżej w jakiejś hierarchii praw i dóbr osobistych. Państwo natomiast ma dołożyć wszelkich starań, aby te prawa były respektowane, a Konstytucja RP wręcz nakazuje dołożyć szczególnych starań w zakresie opieki zdrowotnej małoletnich.

Władza rodzicielska rodzica ma być wykonywana tak, aby spełnić powyższe założenia i zapewnić najwyższy możliwy poziom ochrony prawa do życia, zdrowia i opieki profilaktycznej dziecka.

Jak więc rozstrzygnąć konkurencję między: prawem
rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi
przekonaniami (np. brak zgody na potrzebny zabieg
medyczny z uwagi na przekonania religijne),
a prawem dziecka do ochrony jego zdrowia?

Odpowiedź jest prosta i zawarta w klauzuli generalnej, jaką kieruje się prawo rodzinne. Najważniejsze jest dobro dziecka i związana z nim funkcja ochronna władzy rodzicielskiej. Czy jednak tak jest zawsze?

Większość osób postawionych przed wskazanym wyżej pytaniem odpowie, że oczywistym jest, iż prymat powinno mieć zdrowie dziecka. Z kolei rodzic przedkładający przekonania religijne nad zdrowie dziecka najczęściej spotka się ze strony opinii publicznej z napiętnowaniem, a nawet stanie się obiektem niewybrednych ataków. Pomyleniec, szaleniec, fanatyk….. Czyż nie? Sąd zazwyczaj wyrazi zgodę na leczenie. Słowem: publika, lekarze, sędziowie – wszyscy są z siebie zadowoleni. Zdali egzamin z życia, „stanęli na wysokości zadania”. Według mnie nie.

Prawo polskie posiada wbudowany mechanizm ingerencji we władzę rodzicielską w postaci jej ograniczenia, a nawet jej pozbawienia. Możliwe są też zarządzenia lub postanowienia rozstrzygające o konkretnych sytuacjach spornych. Zajmują się tym sądy, które rzeczywiście w sprawach np. wykonania zabiegu ratującego życie, czy koniecznej transfuzji krwi, zezwalają lekarzom na przeprowadzenie  odpowiedniej procedury medycznej, gdyż dobro dziecka – jego życie i zdrowie – jest dobrem wyższym niż przekonania jego rodziców.

Tymczasem mnie wciąż nurtują pytania. Dlaczego sądy, gdy orzekają o transfuzji krwi, na którą nie zgadza się rodzic z powodów religijnych, nie wszczynają od razu z urzędu postepowania o ograniczenie władzy rodzicielskiej? Przecież oczywistym jest, że taki rodzic, w kolejnej takiej sytuacji, ponownie nie wyrazi zgody na leczenie. Dlaczego sądy nie są też konsekwentne, jeśli chodzi o procedury profilaktyczne typu: badania, szczepienia, dostęp do opieki medycznej. Z jakiego powodu poglądy i przekonania rodziców np. antyszczepionkowców są tak istotne, że dziecko jest pozbawione dostępu do profilaktyki zdrowotnej i istnieje na to dość szerokie przyzwolenie? Dlaczego przekonania religijne stoją na przeszkodzie niektórym procedurom medycznym wobec dziewczynek i podchodzimy do tego z dużą dozą wyrozumiałości. Z jakiego względu aprobujemy przyjęte kulturowo w niektórych mniejszościach związki małżeńskie z niepełnoletnimi dziewczynkami, a nawet ich porwania w tym celu? Dlaczego wówczas boimy się urazić kogoś przekonania, religię, kulturę, a nie boimy się, że dziecko może zachorować ciężko i umrzeć, nie badamy wpływu na psychikę nastoletniej dziewczyny podjęcia współżycia pomimo jej niechęci (a często nawet zdecydowanego sprzeciwu) i dlaczego w końcu uznajemy za normalne, że niektóre z dziewczynek nie rozbiorą się do badania, bo tak nakazuje ich religia, nawet jeśli oznacza to uszczerbek na ich zdrowiu.

W Polsce nie mamy takich sytuacji, to margines – dość często słyszę takie uspakajanie. Nie zgadzam się z tym. Ani w ogólności, ani w szczególności. Dla mnie marginesem nie jest choćby jedno życie lub zdrowie dziecka. Tym bardziej, że w Polsce takich przypadków są tysiące. Pozbawienie dziecka dostępu do ochrony zdrowia i profilaktyki zdrowotnej jest uznaną formą przemocy i rodzajem zaniedbania, które winno być sankcjonowane i ścigane przez państwo. O tym będą kolejne artykuły, w których rozwinę myśli tu przedstawione.

Na tę chwilę każdy, kto to przeczyta ten wywód, proszę niech zastanowi się, czy jest różnica między odmową przetoczenia krwi ze względów religijnych, a odmową profilaktycznego wycięcia i zbadania guzka u dziecka, który może ulec zezłośliwieniu, ponieważ argumentem rodzica jest to, że ingerencja chirurgiczna nie jest potrzebna. Mądrość ludowa wszak uczy: lepiej nie ruszać guza, bo wiadomo… ludzie w szpitalu umierają i gdyby nic nie ruszali, toby[1] nic się nie stało. Nie wymyśliłam tego. Przykład z życia wzięty. Nie wymyśliłam żadnego z podanych tu przykładów naruszenia prawa dziecka do ochrony zdrowia. Wszystkie sa wynikiem mojej praktyki zawodowej, a także doświadczeń życiowych.

Proszę każdego kto to przeczytał. Niech teraz usiądzie i pomyśli. Ile razy zbagatelizował to, że rodzic odmówił jakiejś procedury medycznej dziecku (najczęściej szczepienia, bo przecież każdy z nas zna takie przypadki). I czy kiedykolwiek wówczas pomyślał, że temu dziecku coś odebrano? Czy też uznał, że rodzić ma prawo decydować o życiu i zdrowiu swego dziecka i jest to władza niczym nieograniczona. I jeśli przyznał rodzicowi takie prawo, to niech teraz pomyśli. Kto ma prawo decydować o życiu i zdrowiu drugiego człowieka? Czy można przyznać takie prawo rodzicom? Prawo, które dla wierzących jest zastrzeżone wyłącznie dla Boga. Boska władza rodzicielska …

 

Ciąg dalszy nastąpi…

© Elżbieta Sobańska, radca prawny

[1] Art. 8 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny (Dz. U. z 2024r., poz. 1061, ze zm.)
[2] Art. 23 ww. ustawy
[3] Konwencja o prawach dziecka przyjęta przez Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych dnia 20 listopada 1989 r. (Dz. U. z dnia 23 grudnia 1991 r.)
[4] Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r.

 

  • Obecnie poprawna pisownia: „to by” – mnie nauczono jednak, że „toby” piszemy razem i pozwoliłam sobie postawić tak, jak uczono. Choćby z sentymentu dla moich polonistek, które robiły, co mogły, żebym nie kalała języka ojczystego.